Poszukiwania
Księga gości

Kategorie:
zendra (6)


Archiwum:
2011
Kwiecień
2010
Październik
Wrzesień
Sierpień



Linki:
Śmietnik wirtualny

W miasteczku słynnym z licznych śmietników kandydat na burmistrza po porażce wyborczej założył na internetowym forum szambo, w którym przez cztery kolejne lata buszowała sfora szarpiąc wściekle urzędującego z woli kołtuna kontrowersyjnego ojca miasta,Gromada młodych ludzi, rzekomo wykształcona korzystając z internetowej zasłony ujawniła ciekawskim obserwatorom życia publiczne swoje wredne charaktery atakując samotnika z własnej woli i wyboru od dwóch kadencji dzierżącego niepodzielną władz władzę w tym przysiółku ciemnoty, zabobonu i hipokryzji.Atakując bez pardonu z pozycji watahy niemającej nic do stracenia zdziczali harcownicy wykończyli starego odyńca otwierając drogę do gabinetu burmistrza jego dawnemu bliskiemu koledze z Solidarności a dziś największemu wrogowi.W miasteczku, którego imienia nie powiem prymitywna sfora obsadziła budę pełniącą rolę ratusza. okopała się ze wszystkich stron i warczy na każdego, kto ma jakiekolwiek krytyczne spojrzenia na nową władzę.

2011-04-04 18:42:54
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

Wracają kryminalni

W miasteczku, którego imienia nie powiem na scenę samorządową wracają kryminalni. Jeszcze nie ucichły echa słynnego procesu sądowego z burmistrzem w roli głównej i siedemnastoma innymi urzędnikami i działaczami gminnymi w tle a już kryminalni przegrupowali siły i wylizawszy co nieco sądowe rany szykują się do następnego skoku na gminną kasę. Jeszcze nie tak dawno jeszcze włodarze miasteczka w towarzystwie swoich totumfackich zasiadali na przemian, jako samorządowi urzędnicy za biurkami w Urzędzie Miejskim i na ławie oskarżonych w Sądzie Rejonowym. Tylko pobłażaniu lub łaskawej neutralności prokuratury zawdzięczają zawieszenie wykonania kar pozbawienia wolności, jakie wyrokiem sądowym otrzymali za swoją przestępczą działalność. Występujący w podwójnej roli: burmistrza i herszta grupy przestępczej człowiek musiał odejść w niesławie na niezasłużoną emeryturę. Ten capo di tutti capi wycofując się z konieczności życia publicznego namaścił na swego następcę człowieka, który jako przewodniczący komisji rewizyjnej ochraniał go przed odpowiedzialnością za sfałszowane przetargi. Cudaczny zastępca burmistrza, również prawomocnie skazany przez sąd i całkowicie skompromitowany skłonnością do menelstwa ratował się ucieczką w mocno zalesione okolice sąsiedniego powiatu. Liczni członkowie tej żerującej na budżecie gminy kliki utracili stanowiska, apanaże, miejsca w radzie lub napiętnowani udziałem niesławnej aferze śmieciowej przepadli w ostatnich wyborach, Nieliczni niezasłużenie zostali objęci przedawnieniem. Korupcja najczęściej przyjmuje postać hydry, której w miejsce odciętych nowe wyrastają głowy, Następca upadłego wodza długo gromadził siły skupiając wokół siebie liżących rany harcowników, żeby zgłosić wreszcie aspiracje do fotela burmistrza w zbliżających się wyborach. Wspomagają go za pośrednictwem swoich figurantów ukryci w cieniu polityczni gracze, którzy przez głupotę i pazerność sami wyeliminowali się z orbity miejscowej władzy. Wszystkim tym inteligentnym inaczej miernotom, patrzącym wyłącznie z żabiej perspektywy, przesłoniło świat gminne koryto samorządowe. W interesie pretendenta toczy jałowe spory grupka internautów wypisując androny pod kretyńskim zawołaniem: Jak wam się podoba osoba burmistrza NN?
A gdzie jakaś idea? Gdzie wizja rozwoju? Gdzie pozytywny program dla ludzi? Gdzie konkretne propozycje rozwiązania najbardziej brzemiennych problemów gospodarczych i społecznych? No tak, ale to przerasta możliwości tych ludzi zaangażowanych do występowania w marnie wyreżyserowanym spektaklu. Nie szkodzi. W miasteczku, którego imienia nie powiem już wkrótce ruszą w teren emisariusze pretendentów do ciepłych posad i wygodnych stołków obładowani butelkami trefnego spirytusu kupować karty wyborcze od wykolejonych meneli. Kassandra.


2010-10-16 14:18:15
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

Galerianie


W miasteczku, którego imienia nie powiem zachwycony sobą czciciel kołtuna utworzył na swoją cześć galerię. Mówią, że kłamstwo po wielokroć powtarzane w uniform prawdy się przyobleka. Jak wiele w tym prawdy wiedzą zręczni manipulatorzy kreujący bezczelnie własną z reguły dość mierną osobę na szlachetnego dobroczyńcę. Jeszcze lepsze rezultaty przynosi autopromocja, jeśli zakłamaną retorykę wspiera jakiś widoczny znak. Kołtun z góry odrzucający wszelkie innowacje jest na tyle sprytny i przebiegły w grze o korzyści, że systemowo wzmacnia się rozmnażaniem materialnych obiektów wysyłających sygnały o swojej, rzekomej świetności za pomocą pomników, tablic, obelisków. W ten sposób sięga po okruchy sławy nienależnej, spływającej na niego ze znanych i szacownych postaci. Człowiek obdarzony przez kołtuna władzą i pieniędzmi jest przez niego zobligowany do skutecznego rozsiewania ziarna kołtunerii, szczególnie w podatnych na kształtowanie umysłach młodych ludzi. Wierny tej doktrynie burmistrz miasteczka podrzucił jak kukułcze jajo przed okazałym budynkiem szkolnym popiersie pewnego człowieka, jako wzór do naśladowania. Niewtajemniczeni przechodnie w swej naiwnej wierze w dobre intencje burmistrza byli przekonani, że wdzięczny za darmowe wykształcenie włodarz gminy wystawił pomnik człowiekowi, który ongiś wybudował tysiąc szkół dla uczczenia tysiąclecia państwa polskiego. Po pewnym czasie wyszło na jaw, że na idola dzieciarni desygnowano kontrowersyjnego watażkę wydającego wyroki śmierci na zwolenników i funkcjonariuszy legalnego, choć uzależnionego od obcego mocarstwa rządu. Oczekiwanie, że natchniony przez kołtuna władca miasteczka chce w ten sposób wpajać młodym ludziom zasady tolerancji, szacunku, lub chociaż zrozumienia dla ludzi o innym światopoglądzie, religii i obyczajach byłoby zwykłą głupotą. Prowadząc indoktrynację światopoglądową burmistrz nie ma głowy ani czasu na rozwiązywanie narastających z roku na rok problemów gospodarczych i społecznych gminy. Pozostaje mu, więc jak marnej sprzątaczce zamiatać pod dywan w nadziei, że odwiedzającym Urząd Miasta interesantom zdoła zamieszać w głowach obwieszając ściany setkami własnych zdjęć z poddanymi w tle, rzekomo promujących miasteczko. Niestety, nie myli się. Ta swoista galeria nadętego jak balon kretyństwa rośnie w miarę celebrowania kolejnych uroczystości na okoliczność odsłaniania wciąż nowych pamiątek paranoicznego hobby wysoko opłacanego przez podatników urzędnika. Po korytarzach siedziby namiestnika kołtunerii upstrzonych kiczowatymi fotografiami snują się codzienne galerianie przyglądąjący się swojemu wybrańcowi z otwartymi od podziwu ustami. Nie rozumieją o wiele więcej od stada strzyżonych baranów.


2010-09-27 12:57:21
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

Dekomunizacja przeszłości

Zbawienny dla miasteczka komunizm upadł niestety, pozostawiając jednak po sobie dobra materialne do zagarnięcia, i ukształtowaną przestrzeń racjonalnego myślenia, nie na tyle jednak szeroką, żeby mogła obronić się przed ofensywą odradzającej się kołtunerii skupionej w Stowarzyszeniu Przyjaciół Miasteczka. Dekomunizacja miała gwałtowny charakter i wybuchła równo z wydaniem opasłej księgi przez desygnowanego na burmistrza przedstawiciela Kołtuna. Księga ta wdana pod tytułem Leksykon Miasta i Gminy, została popełniona wspólnie i w porozumieniu przez nowego władcę gminy oraz pseudohistoryka doktora Zbigniewa G. Obaj panowie pomyśleli, że naukowe badanie pięćdziesięciu lat eksperymentowania z socjalizmem naukowym nie leży w interesie kołtunerii i postanowili jednym cięciem, raz na zawsze rozprawić się z wredną komuną usuwając ją z dziejów miejscowości. Genialnym sposobem jednorazowej kastracji oczyścili przeszłość z niechlubnych ich zdaniem naleciałości i zacieków niegodnych podopiecznych królowej Elżbiety. Wywabiając pół wieku burzliwych dziejów flirtu miejscowej społeczności z władzą ludową pozostawili jednak potężną, białą plamę oczekującą teraz na historyków z prawdziwego zdarzenia niepodatnych na sugestie i naciski sił usiłujących zatrzymać bieg historii. Gdzie się podziały te setki mieszczan noszących w portfelach czerwone legitymacje z inicjałami PZPR? Zaginęły pod białą plamą tłumne, pierwszomajowe defilady i wiece, uroczyste akademie rocznicowe na cześć Rewolucji Październikowej. Przepadła gdzieś cała plejada wszechmocnych, partyjnych sekretarzy, którym mieszczanie kłaniali się w pas. Zabrakło miejsca dla organizatorów życia gospodarczego i podmiotów gospodarczych o socjalistycznym rodowodzie. Wraz z komunistami kołtun pozbył się mniejszości narodowych, na terenie gminy liczniejszych od autochtonów. Trzeba przyznać autorom tej kompromitującej cegły nowatorskie podejście do czystek etnicznych. Z braku możliwości wykazania się w walce o czystość rasową, wyznaniową w rzymsko-katolickiej gminie przeprowadzili z powodzeniem czystkę etniczną w przeszłości zaganiając wszystkich mieszkający tu Żydów do kilkustronicowego getta. Jeszcze gorszy los spotkał ludność niemiecką, dla której w ogóle w zafałszowanej historii miasteczka zabrakło miejsca. Najbardziej kłopotliwą i wstydliwą kwestią jest dla tych kretynów ocena jedynego wybitnego ziomka, znanego profesora ekonomi, wprawdzie bezpartyjnego, ale kolaborującego z prosowiecką władzą. Otóż ten nieprzeciętny człowiek będąc członkiem rządu mocno wzbogacił swoje miasteczko inwestycjami finansowanymi za pieniądze ze szczebla centralnego. Niestety zdarzyło mu się podczas zasiadania w Radzie Państwa podpisać dekret o wprowadzeniu stanu wojennego, co uczynił z troski o niedopuszczenie do interwencji Armii Radzieckiej w ogarniętym anarchią kraju. Krajanie zawdzięczający wiele temu człowiekowi odmówili mu jednak poparcia w wyborach do parlamentu pokazując gest Kozakiewicza. Wiele miejsca w popełnionym bezwstydnie gniocie zajmują bogoojczyźniane wydarzenia historyczne niemające z tą zapyziałą przed wojną osadą żadnego, absolutnie żadnego związku. Nie od rzeczy będzie stwierdzić, że niesławna księga powstała oczywiście za pieniądze podatników. W miasteczku, którego imienia nie powiem poplecznicy kołtuna wyrwali z księgi dziejów najświetniejsze stronice.

2010-09-12 14:11:19
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

modelowanie przeszłości

Wybraniec kołtuna z natury niezdolny do wykreowania wizji przyszłości powierzonego mu miasteczka z konieczności ograniczył się grzebania w istniejącej infrastrukturze, preferując wymianę nawierzchni chodników i remonty starych, zagrzybionych ruder, rzekomo zabytkowych. Mając do dyspozycji sporo władzy i gminnych pieniędzy rzucił się do upiększania zapyziałych dziejów miasteczka, modelowania jego przeszłości na modłę swoich zakisłych, zalatujących stęchlizną ideałów rodem z mrocznego Średniowiecza. Brak wiarygodnych źródeł pisanych uchylających rąbka tajemnicy na temat kilkusetletniej, nieudanej wegetacji miejscowości stwarza możliwości dość dowolnego interpretowania nielicznych, szczątkowych informacji i manipulowania prawdą historyczną. Pomijając, więc źródła niesprawdzone należy przypuścić, że osadnictwo rozpoczęło się tu od chwili, kiedy mieszkający a szałasach protoplaści dzisiejszych, zarozumiałych mieszczan odkryli z woli Opatrzności wielką, białą bryłę podatnego na łupanie kamienia, tuż pod powierzchnią ziemi, Z tego opatrznościowego budulca powstała na szlaku rolnicza osada z karczmą oferującą podróżnym słomiane legowiska. Zaiste zły dzień musiała mieć królowa Elżbieta podpisując bez zastanowienia edykt o nadaniu praw miejskich tak pośledniej miejscowości. No, cóż kobiety mają takie dni, kiedy nawet konfitury im się nie udają a co dopiero mówić o historycznych decyzjach. Mijały wieki a w tej puszczańskiej enklawie nie zdarzyło się nic tak ważnego, o czym można by zapisać, chociaż jedną, małą kartkę papieru. W połowie dziewiętnastego wieku Opatrzność znowu dała znać o sobie kierując ręką planisty wytyczającego trasę kolei warszawsko-wiedeńskiej, ale mieszczanie za podszeptem kołtuna nie wpuścili linii kolejowej do miasteczka, słusznie obawiając się o swoje liche zabudowania, które mogły nie wytrzymać wstrząsów spowodowanych przez pędzące pociągi, Kolej tak czy owak zmieniła te strony przyciągając osadników niemieckich do karczowania miejscowej puszczy i wielką gromadę starozakonnych handlarzy. Przed II wojną właśnie Niemcy i Żydzi stanowili zdecydowaną większość w miasteczku i okolicy. Z mroku średniowiecza mieścina wyłoniła się dopiero dzięki komunistom, którzy doprowadzili tu prąd elektryczny. Silny blask elektrycznego światła przepędził z życia publicznego kołtuna, zmuszając go do zadekowania się we wcześniej zdominowanej mentalności mieszczan.

2010-09-02 18:03:18
Ilość komentarzy: 1 Dodaj komentarz

zendra

W miasteczku,którego imienia nie powiem byłam w dniu 4 lipca 2010 roku naocznym świadkiem instytucjonalnego pomiaru poziomu kołtuństwa i ciemnoty. przez kilkanaście godzin mieszczanie i wieśniacy wypełniali poufna ankiety dokonując ważnych dla nauki o społeczeństwie ustaleń. Badanie przebiegło znacznie szybciej i kosztowało o niebo taniej niż, gdyby zostało wykonane przez gromady dyplomowanych socjologów i psychologów. Ujawnione w nocy wyniki mogłyby wprawić w zdumienie przypadkowego obserwatora, ale nie mnie tkwiącą cierniem i uwierającą samozadowolenie tubylców.Mimo tak szczególnej pozycji dla niezależnej obserwatorki nie udało mi się nawet pół trafnie przewidzieć i określić skali kretyństwa,o którym po 10 kwietnia wiadomo było, że rośnie niczym plama ropy w Zatoce Meksykańskiej. Mieszkańcom tej mieściny żyje się na ogół dostatnio dzięki jednemu pociągnięciu pióra pewnego komunistycznego premiera podpisującego Uchwałę Rządową o budowie największego w kraju kompleksu górniczo-energetycznego. No cóż, gdyby nie podpis tego człowieka zamordowanego później wraz z żoną we własnym domu autochtoni zapewne żyliby sobie w błogim spokoju na garnuszku opieki społecznej, uzupełniając menu w jadłodajni brata Alberta. A tak za sprawą komunistycznej ręki spadła na nich manna z nieba pod postacią największej inwestycji Drugiej Polski. Okoliczna ludność natychmiast porzuciła kiszenie ogórków i ruszyła larą na gigantyczny plac budowy czerpać legalnie i po lewo korzyści o jakich im się dotąd nie śniło. W ciągu zaledwie jednego pokolenia ta zapyziała przez wieki okolica przeszła gruntowną modernizację, zmieniając skóry chudych łyków i kmiotków na wypasione powłoki beneficjentów eksploatacji podziemnych bogactw a okresu karbonu, przetworzonych na osobisty dobrobyt. Można też bez obawy stwierdzić, ze tubylcy przenieśli się z mizernych, wilgotnych i zagrzybionych zabudowań do szklanych domów wyśnionych niegdyś przez Żeromskiego,no z wyjątkiem nieudaczników. zepchniętych do skansenu i rezydujących przed sklepami sprzedającymi alkohol. Miarą prestiżu stało się tu i teraz posiadanie bogato wyposażonych domów i drogich samochodów. Niestety ten materialnie wzbogacony światek ciągle stoi tam, gdzie wtedy stało ZOMO. Tak to już jest, że w ciągu jednego dnia można człowieka wzbogacić, ale kołtuna na inteligenta nie da się przekształcić nawet przez całe pokolenie. Kołtuństwo bowiem ma to do siebie, że nie daje się karczować nawet najbardziej światłym autorytetom a odrasta szybciej od chwastów na polu. Mało pomocny w tej sprawie jest system powszechnego nauczania, bo kołtun tak zniewala umysł człowieka, ze czyni go zupełnie niepodatnym na wszelkie sugestie ze swery pozytywnego myślenia rozbijając się doszczętnie o syndrom zakutej pały. Kołtuństwo korzystające z demokratycznych swobód przerasta i podporządkowuje sobie struktury władzy. Kołtun ma się dobrze nawet w stolicy, ale i dalej i głębiej w prowincję tym bardziej potężnieje. Staje się butny i hardy.W miasteczku, którego imienia nie powiem kołtun jakiś czas temu obsadził swego człowieka w fotelu burmistrza c.d.n. KassandraIlo?


2010-08-29 13:24:20
Ilość komentarzy: 2 Dodaj komentarz


Copyright 2006 maxblog.pl
Grafika:GuGim
x
 Załóż swój blog! Lista przyjaciół